Większość osób odchodzi z salonu źle. Nie dlatego, że są nieuczciwe, tylko dlatego, że decyzja dojrzewa miesiącami po cichu, a wykonuje się ją w kilka dni, na emocjach i bez planu.
Potem okazuje się, że część rezerwacji wisi w cudzym kalendarzu, klientki dowiedziały się o wszystkim od recepcji, a połowa kontaktów została w programie, do którego nie masz już dostępu.
Co twoje, co salonu
| Twoje | Salonu | Zależy od ustaleń |
|---|---|---|
| Twoje nazwisko, umiejętności i doświadczenie | Zapisy klientek salonu, także tych, które obsługiwałaś dla salonu | Klientki przyprowadzone przez ciebie w czasie pracy dla salonu |
| Prace w portfolio, na których publikację masz zgodę | Zdjęcia robione na potrzeby salonu | Wspólne sesje |
| Zapisy twojej własnej działalności, jeśli ją prowadziłaś | Marka, nazwa, szyld | Przyszłe rezerwacje, zadatki i rozpoczęte pakiety |
| Twoje własne kontakty zawodowe | Baza danych salonu | Zapisy we wspólnym systemie |
Najwięcej sporów rodzi trzecia kolumna — i właśnie dlatego warto ustalić ją na początku współpracy, a nie na wyjściu. Jeśli tego nie zrobiono, punktem wyjścia jest to, jak faktycznie pracowałaś: w której firmie umawiały się klientki i czyj system prowadził ich zapisy. To, skąd klientka przyszła po raz pierwszy, jest przydatnym faktem w tej rozmowie, ale samo nie przesądza, kto zachowuje zapisy. A do kogo umówi się następnym razem, zawsze decyduje ona sama.
Gdzie przebiega granica przy danych
To jest część, którą najłatwiej przekroczyć nieświadomie — i jedyna, w której konsekwencje nie są kwestią relacji, tylko przepisów.
W praktyce oznacza to prostą, choć niewygodną rzecz. Baza klientek salonu jest zasobem salonu. Skopiowanie jej przy odejściu i użycie we własnej działalności nie jest „zabraniem klientek" — jest kwestią ochrony danych osobowych i tak też bywa oceniane.
Ta sama zasada działa jednak na twoją korzyść od drugiej strony: dane, które prowadzisz w ramach własnej działalności, są twoje, zostają w twojej firmie przy każdej zmianie miejsca, a salon, do którego dołączysz, nie dostaje do nich wglądu. Jeśli wynajmujesz stanowisko lub gabinet i prowadzisz własną działalność, prowadź te zapisy we własnym systemie od pierwszego dnia.
Kolejność, która oszczędza większość problemów
- Najpierw dokądNie ogłaszaj odejścia, dopóki nie wiesz, gdzie i od kiedy pracujesz. Przerwa między „odchodzę" a „przyjmuję tutaj" to okno, w którym klientki rozchodzą się do innych osób.
- Przeczytaj ustaleniaOkres wypowiedzenia, zapisy dotyczące klientek, ewentualne klauzule o zakazie konkurencji. Nawet jeśli była to ustna umowa — przypomnij sobie, na co dokładnie się umawialiście.
- Uporządkuj swoje dane wcześniejTwoje portfolio, twoje własne kontakty zawodowe. Nie w ostatnim dniu — dostęp do systemów zwykle znika razem z pracą, czasem tego samego wieczoru.
- Powiedz właścicielce jako pierwszejPrzed klientkami, przed koleżankami, przed mediami społecznościowymi. To jedyna część, która decyduje o tym, czy relacje zostaną normalne — a branża w każdym mieście jest mała.
- Rozwiąż przyszłe rezerwacjeMasz zapisane wizyty po dacie odejścia, a może też zadatki albo rozpoczęte pakiety. Samo odejście nigdzie ich nie przenosi: każdą trzeba świadomie przenieść, przekazać albo odwołać, w porozumieniu z salonem — nie zostawić, żeby zniknęła sama.
- Poinformuj klientki osobiście — w granicach ustaleńKlientki własnej działalności i te osoby, które pozwala ci poinformować umowa: krótko, bez szczegółów konfliktu — od tej daty pracuję tutaj, rezerwacja pod tym linkiem. Gdy klientka słyszy to od ciebie, a nie od recepcji, sama decyduje, gdzie umówi się dalej.
Jak powiedzieć klientkom, nie wciągając ich w konflikt
Najczęstszy błąd to tłumaczenie powodów. Klientka nie musi wiedzieć, że pokłóciłaś się z właścicielką. Musi wiedzieć dwie rzeczy: gdzie teraz jesteś i jak się zapisać.
- Krótko i neutralnie: „Od 15. pracuję pod nowym adresem, tutaj link do rezerwacji".
- Bez krytyki poprzedniego miejsca — wygląda źle i wraca do ciebie.
- Osobiście do tych, z którymi pracowałaś stale; ogólną wiadomością do reszty.
- Z konkretną datą i sposobem rezerwacji, nie „proszę pisać do mnie".
I osobno: nie prowadź tej rozmowy w salonie, w godzinach pracy, przy stanowisku właścicielki. Nawet jeśli to klientka twojej własnej działalności — wygląda to jak przejmowanie i tak zostanie zapamiętane.
Co zrobić, żeby następnym razem było prościej
Każda osoba, która przeszła przez to raz, następnym razem robi to samo: od pierwszego dnia w nowym miejscu zapisuje, w której firmie umawiają się klientki i co się stanie z ich zapisami, jeśli się rozstaniecie.
Nie z nieufności — tylko po to, żeby nikt nie musiał potem odtwarzać tego z pamięci. Jeśli prowadzisz tam własną działalność, oznacza to też własny kanał rezerwacji i własne zapisy od pierwszego dnia; jeśli pracujesz dla salonu — wiedzę z góry, co możesz zabrać. Wtedy pytanie „czyje są klientki" ma odpowiedź, zanim ktokolwiek musi je zadać.
Druga rzecz to własna wiedza o pracy — techniki, produkty, proporcje, które się sprawdzają. To jest twoja przewaga i część dorobku, którą zabierasz ze sobą w każdym scenariuszu. Notatki o konkretnych klientkach to już część zapisów tej firmy, w której się umawiały.
Mam w umowie zakaz konkurencji. Co to zmienia?
Bardzo dużo i zależy od treści konkretnego zapisu — jego zakresu, czasu i tego, czy przewidziano wynagrodzenie. To jest sytuacja na rozmowę z prawnikiem przed złożeniem wypowiedzenia, a nie po.
Czy mogę uprzedzić klientki, zanim powiem właścicielce?
Technicznie tak, praktycznie nie warto. Dotrze to do właścicielki w ciągu dnia i wtedy rozmowa zaczyna się od poczucia oszustwa, a nie od odejścia.
Co z rezerwacjami po mojej ostatniej dacie?
Przejść każdą po kolei: przenieść pod nowy adres, przekazać koleżance albo odwołać ze zwrotem, jeśli był zadatek. Najważniejsze, żeby klientka dowiedziała się o zmianie od człowieka, a nie od zamkniętych drzwi.